wtorek, 4 grudnia 2018

Kobieta z mięśniakiem.


Kobieta z mięśniakiem.
Chcę na początku Wam napisać ,że jest takie powiedzenie –,,Strach ma wielkie oczy”  a wszystko czego się boisz w twojej głowie urasta do wysokości ogromnego szczytu nie do zdobycia.
Jestem właściwie tego ewidentnym przypadkiem. Wszystko analizuję na każdy możliwy sposób, boję się ,piszę scenariusze  ale jest też tak ,że jak trzeba i dochodzę do jakiegoś punktu ,gdzie mówię sobie dość-trzeba coś działać!



Wtedy siadam i w mojej głowie powstaje plan, który trzeba sukcesywnie ,mozolnie dzień po dniu realizować.
Na początku 12 lat temu –wizyta u ginekologa i od razu wyrok-Ma Pani  mięśniaka i to takiego, że natychmiast do operacji. W związku z tym ,że miałam wg. lekarzy (trzech) 38 lat i nie planowałam już więcej dzieci ,po co Pani ta macica-prościej bo za jednym zamachem trzeba usunąć wszystko!
Wtedy mięśniak miał według jednego lekarza około 4 cm a według innych około 6 do 8 cm.









Hitem było podejście ostatniej pani ,która robiła mi USG innego narządu i przy okazji zahaczyła głowicą o macicę. Przeraziła się wielkością mojego brzucha i powiedziała ,że natychmiast operacja  bez dwóch zdań. Poza ty było stwierdzenie, że usunięcie macicy to dzisiaj zabieg kosmetyczny a tak właściwie to ona mi już do niczego niepotrzebna. Przecież mam już 50 lat i dzieci raczej mieć  nie będę…Po tej krótkiej wymianie zdań –spojrzałam się i powiedziałam ,że właśnie mam 50 lat  i tak się składa ,że z tą moją macicą trochę się zżyłam i nie mam ochoty się jej od tak pozbywać.
Mimo wszystko jestem bardzo emocjonalna i ta wizyta podłamała mnie strasznie. Burza mózgu-jak to 12 lat temu byłam prawie ,że wrakiem i wtedy się nie operowałam a teraz kiedy czuję się tak dobrze i iść pod nóż????....Pewnie wiele z Was to zna….mięśniaki dotyczą tak wielu z nas. Nie przyznajemy się do tego, często temat zamiatamy pod dywan-to tak intymna sprawa. Nie rozmawiamy o naszych –tak przyziemnych problemach z partnerami, dusimy wszystko w sobie i myślimy, że my cyborgi ze wszystkim damy radę….
Prawda niestety jest taka, że nie znamy przyczyny powstawania mięśniaków. Ja wiem jedno(na swoim przykładzie) na pewno związane są ze stresem ,ciągłym życiu w pędzie . Nierozerwalnie z układem hormonalnym powiązany jest układ nerwowy. W moim przypadku jest właśnie tak. Bardzo mocno muszę się skupić i popracować nad wyciszeniem-choć i tak przez ostatni rok praca którą dokonałam została doceniona przez Panią Doktor do której w końcu trafiłam.
Przez całe życie się zmieniamy, ja też jestem zupełnie inną osobą niż 12 lat temu. Mimo wszystko odczytuję się dzisiaj jako osobę bardziej twardą i mocno konsekwentną w działaniu. Okazuje się ,że droga którą sobie w gruncie rzeczy obrałam sama jest bardzo dobrą trasą ale teraz już pod mocnym kierunkiem lekarza  i olbrzymim wsparciem najbliższych.
Mniej więcej w tamtym okresie czasu zainteresowałam się metodami alternatywnymi do medycyny tradycyjnej –szukałam pomocy w kilku miejscach z różnym skutkiem. Ale zawsze bywało lepiej  ale ciągle nie było to takie spojrzenie holistyczne- całościowe na problem.


Na przestrzeni tych lat wiele działo się z moim organizmem. Pisałam o tym już wielokrotnie na łamach Bloga czy Czas Aloesu.
Największy problem-brak żelaza, hemoglobiny a co za tym szło brak odporności całego organizmu. Łapałam po drodze-co się dało . Medycyna tradycyjna nie pomagała ,ciągle było źle i były  nawroty. Osłabienie ,wycieńczenie ,zmęczenie ,brak sił i chęci ,kompletny brak energii.  Po długim czasie okazało się ,że miałam glistę ludzką ,przywry i w końcu Candidę. Zmagałam się z tym wszystkim przez ostatnie lata i ciągle gdzieś w tle był mięśniak….Po diagnozie w wieku 38 lat w końcu tak mnie to wszystko po prostu po ludzku wkurzyło-podejście lekarzy ,że przestałam właściwie chodzić do ginekologa. Słyszałam tylko –wyciąć ,usunąć i mieć spokój. A ja ….gdzieś chciałam zawalczyć o siebie, ciągle szukałam tej swojej drogi. Była medycyna chińska, irydolog, bioenergoterapeuta  i każda z tych historii coś wniosła do  tego momentu w którym jestem dzisiaj. Poza tym bardzo ważny aspekt tych wszystkich moich przystanków  pod tytułem –walka z mięśniakiem –nauka ,wiedza co raz większa ,możliwość odczytywania tego co mówi do mnie mój organizm. Dzisiaj to wszystko gdzieś zamknęło się w jedną całość i taką ostateczną klamrą  stało się dla mnie spotkanie z Forever.
Wielokrotnie pisałam o tym jak ostatni rok był ważny dla mnie pod wieloma względami-tymi zdrowotnymi przede wszystkim.
Ja ponad rok temu a ja dziś to olbrzymia przepaść .Nie tylko wizualna ale ta w środku ,ta ze swoimi myślami i przemyśleniami. Poukładałam sobie w głowie wiele ale czas od ponad tygodnia ,gdzie byłam w Klinice –bezcenny.
Dzięki bliskiej mi osobie dowiedziałam się ,że istnieje klinika we Wrocławiu gdzie przyjmuje Pani Doktor –mało tego ,że specjalista ginekolog –onkolog to jeszcze do tego z holistycznym podejściem do pacjenta. Przyjaciółka widziała co się ze mną działo po tym ostatnim USG  i podpowiedziała mi-jedź tam, spróbuj a nóż ta wizyta dużo Ci pomoże.
To się działo w październiku. Jak podpowiedziała tak zrobiłam .Zadzwoniłam ,zarejestrowałam się na wizytę 26 listopada. Jest to wszystko jeszcze bardzo świeże we mnie i tak ważne, że piszę o tym abyście nie traciły nadziei. Poza tym jest tak ważne wsparcie osób bliskich, takich Aniołów które są pewnie wokół Was tylko czasem ich nie dostrzegamy.
Nie muszę mówić jakie mocne emocje mną targały przez ten miesiąc do wizyty, i ciągle ta niepewność ,gonitwa myśli  i ludzki strach ,że powiedzą to czego boję się najbardziej.
Kobieta jest dużym autorytetem i od tej wizyty uzależniałam decyzję –albo cięcie albo uda się uratować.
Do wizyty jest staranne przygotowanie-trzeba wypełnić ankietę ,zrobić dużo konkretnych badań i potem sama wizyta.

Kiedy wstałam 26 rano myślałam ,że z tych emocji po prostu zejdę ,strach, niepewność….
Ale w momencie kiedy usiadłam tam już w poczekalni spłynął na mnie  dziwny spokój…
Sama wizyta ,badanie i rozmowa z Panią Doktor mega przeżycie ….no i  USG……i okazuje się ,że owszem.
Mięśniak jest duży między 10 a 12 cm ,brzuch jest też większy(no cóż nie ma się 18 lat) ale wiadomość dobra jest taka ,że jest już częściowo zwapniały i nie trzeba operować.
Tym bardziej ,że po przeczytaniu mojej ankiety lekarka stwierdziła, że  taką pracę jaką wykonałam przez ostatni rok tak mocno się suplementując  -niejedna osoba by sobie nie poradziła. Na dodatek właściwie dokonałam tego sama –obierając dobry kierunek i na początek olbrzymia pomoc przyjaciół .Pomogła refleksoterapia –mam ją kontynuować  i suplementacja ,która mam tak dobraną ,że bardzo pomaga. Dzięki  temu stanęłam mocniej na nogach choć od strony psychologicznej jest nad czym pracować. Na tym polu  właśnie jest  dużo do zrobienia-choć wyciszyłam się bardzo mocno .Byłam tak nerwową osobą ,że byle zapalnik a ja już byłam tykającą bombą. A czy wiele z nas nie ma tak samo? Stres w pracy ,w domu, ciągła gonitwa i najgorsze bo ze wszystkim chcemy zdążyć!  A potem odbija się to wszystko na naszym zdrowiu.
Jedno wiem ,po tej wizycie-w tym utwierdziła mnie lekarka-na pierwszym miejscu w zaleceniach mam kontynuację mojej suplementacji, potem dalsze zalecenia.
To utwierdziło mnie w przekonaniu ,że dzisiejsze czasy bez suplementacji nie istniejemy. Jedzenie nas tak naprawdę zabija .Zamiast jeść i dostarczać sobie odpowiednich składników odżywczych aby nasz organizm mógł się świetnie regenerować my się zapychamy  i po prostu obżeramy a do tego brak choćby krótkiego resetu w postaci ruchu (jakiegokolwiek).
Spędziłam w klinice cały dzień .Kilka  wizyt w różnych gabinetach ,są to szczegóły  ale powiem tylko jedno. Dla mnie dzień niesamowity ,otworzył mi oczy na wiele spraw. Najważniejsze-nie mam operacji a mięśniak jest okiełznany. Wiem jak działać dalej, dostałam power  i skrzydła mi urosły u ramionJ


Mnóstwo planów i chęć ich realizacji.
Kobieta z mięśniakiem –to ja .Może choć w małym stopniu  dla którejś z Was stanę się inspiracją  .Jeśli  macie ochotę porozmawiać –piszcie.
Oprócz tego chcę organizować cykliczne spotkania pod hasłem-Kobieta z mięśniakiem.
Tu za mało miejsca na pisanie wszystkiego to tylko mały fragment historii, że z mięśniakiem można wygrać bez operacji.
Pozdrawiam i życzę zdrowia.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz