czwartek, 4 października 2018

KULT SZCZUPŁOŚCI.


Ten wpis jest mój i o mnie .Nie jest to apel, prośba-po prostu moja historia. Może części z Was po prostu da do myślenia.
Człowiek na przestrzeni całego swojego życia się zmienia,kształtuje się nie tylko charakter ale też zmienia się nasze ciało-na skutek co raz częściej popełnianych błędów żywieniowych stajemy się monstrami stąpającymi na cienkich nóżkach, które często nie chcą nas nosić.




Całe życie do 22 roku życia byłam dziewczyną szczupłą-ważyłam 52 kg przy wzroście 168 cm.Mogłam schować się za kijem od szczotki a mój mąż spokojnie obejmował mnie obiema rękami w pasieMyślałam ,że tak będzie zawsze…niestety.Przy pierwszej ciąży przytyłam sporo a potem na skutek różnych komplikacji te kg zostały.Po pierwszym roku małżeństwa ważyłam 75 kg i to już zostało.Różne okoliczności sprawiły,że dziecko urodziłam siłami natury,niestety nasz syn po 3 dniach zmarł.Diagnoza-wada serca.Trauma niesamowita,trudno powstać po takim zdarzeniu ale pomogła mama,mąż.Po długich rozmowach z mężem, mamą podjęliśmy temat żeby nie czekać z drugą ciążą-czym później odwlekana decyzja -bałabym się bardziej.Jednak jak się jest młodszym łatwiej podjąć trudne decyzje…Druga ciąża,praktycznie za dwa lata po ślubie ważyłam 103 kg w momencie rozwiązania…Po szczęśliwych narodzinach córki zeszłam do 80 kg i tak ten stan trwał..Nie myślcie,że wyglądałam po porodzie jak księżna KateNiestety ,większość z nas tak wygląda jak ja na zdjęciach poniżej





Stan tych 80 kg trwał długo,w pewnym momencie po kilku latach pracy zaczęły dokuczać mi bóle nóg, ale okropnie. Przychodziłam z pracy do domu i był brak sił na cokolwiek…Nie jest to tematem tego wpisu ale moja córka bardzo chorowała, cała energia moja i rodziny była skupiona na niej. Dopiero w wieku 12 lat wykryto przyczynę jej złego stanu zdrowia-stwierdzono celiakię.Na przestrzeni lat nasze życie kręciło się wokół szpitali,lekarzy,wizyt prywatnych i w ośrodku….
W końcu stwierdziłam dość-trzeba się zająć sobą.Będąc z córką na badaniach zobaczyłam gabinet dietetyka.I cóż ,hurra ,decyzja i w te pędy do dietetyka.Rozczaruję niejedną/niejednego z Was.Okropna decyzja jak się okazało po wielu latach.Dobrana dieta ,wszystko super.Stosowałam się jak najbardziej..zleciałam z 82 kg(startowa waga) do kg. 63.Wierzcie mi,wyglądałam jak anorektyczka.Pani dietetyk pomogła –a jakże ale nie dotknęła problemu.Odchudzamy się różnymi dietami-tak to prawda one dają efekt ale krótkotrwały i niesamowity efekt jojo później.Moja dietetyk podeszła standartowo do problemu.5 posiłków dziennie,mało kalorycznych oczywiście i tak poleciało 20 kg.Tylko nie było jednej ważnej rzeczy-nie było suplementacji.Mój organizm po prostu się wykończył,zebrano mnie z podłogi ,ze sklepu.Hemoglobiny miałam niecałe 7 a lekarz,który do mnie przyjechał potem powiedział mi,że lepszych do trumny kładą.
Gdybym wtedy miała tą wiedzę,którą mam obecnie…Nigdy nie popełniłabym tych błędów.
Dietetyk zaczął ale od tyłu strony.Miałam podstawowe badania przy sobie i badania na tarczycę-wszystko było ok.Ogromną chęć na słodkie i oczywiście ogromne porcje jedzenia plus podjadanie nocne.Teraz wiem,że należało zacząć od oczyszczenia organizmu z toksyn a potem był czas aby zmianę diety utrzymać.Pani dietetyk owszem-sprawiła się (bo przecież schudłam)ale zrobiła też dobrze mojemu Helicobacterowi.Taką dietą spowodowała,że on miał się bardzo dobrze i rósł w siłę na przestrzeni czasu(o czym nie miałam pojęcia-bo hurra chudłam).Poza tym dieta oparta tylko na kurczaku praktycznie doprowadziła do wybujałego poziomu kortyzolu ze wszystkimi konsekwencjami zdrowotnymi. Chodziłam do lekarza, były to częste wizyty. Chorowałam długo –jeśli już, to po ponad 3 miesiące. Nie miałam siły przez pierwszy miesiąc w ogóle wstać z łóżka(jak w historiach Wielkiej Wagi-tylko bez tej wagi a ze zniszczonym organizmem).Nie chcielibyście wiedzieć jakie to uczucie-okropne.
Kolejne błędy-lekarz ratował wielkimi dawkami żelaza doustnie po czym poleciały mi zęby. Moja szczęka jest w opłakanym stanie, praktycznie ¾ jest leczona kanałowo .Jeszcze wtedy nie było wiadomo, że minn helicobacter mnie wykańcza. Lekarz ratował –bo brak żelaza ale nie było diagnostyki na taką chwilę dlaczego? Znów brak suplementacji-mija kolejny rok.
Zaczęło się niewinnie-od niby grypy..Przeszło ale pozostały problemy z gardłem.Od grudnia do kwietnia się męczyłam.W końcu poszłam do lekarza..to wyglądało jak choroba nauczycieli…mówiłam,mówiłam a potem głos uciekał-ciągłe chrząkanie i odkrztuszanie.Kolejna wizyta u lekarzy-jeden mnie wyrzucił z gabinetu bo stwierdził,że udaję i chcę wyłudzić L-4.Kolejny zaczął metodą prób i błędów wprowadzać antybiotyki.Wzięłam wtedy serię około 5-6 antybiotyków pod rząd!Coś tam pomogło aczkolwiek niewiele.Szczęście,że tego roku trafiłam w miejsce,gdzie zajmowano się medycyną niekonwencjonalną.Okazało się,że miałam glistę ludzką i ona dawała takie objawy-lekarz tego Ci nie powie,łatwiej dać antybiotyk….
Byłam leczona w tymże miejscu ponad 2 lata.Stanęłam trochę na nogi ale wciąż nie było to to.
W pędzie dzisiejszego czasu i kultu szczupłości można się zagubić.Ale z mojej perspektywy powiem tak.Jeśli organizm jest zdrowy ,w harmonii i równowadze-ma zapewnione wszelkie witaminy i minerały nie będziemy tyli.A jeśli chodzi o dzieci-z mojego doświadczenia-jeśli dziecko jest zdrowe ,ma dostarczone wszelkie witaminy-nie odmówi jedzenia.Dzieci-niejadki,tzn ,że jest problem.Najczęściej należy zacząć od zakwaszenia żołądka,bo takie dzieci już się rodzą a potem problemy się nasilają.Dajmy im jeść zdrowo,bez cukru i suplementujmy nasze dzieci a zobaczycie jak będą pięknie rozwijały ku naszej uciesze.JA niestety przez wiele lat nie znałam tego uczucia-długie 12 lat o walkę o zdrowie naszego dziecka.Udało się ale teraz jest dorosła i nie da sobie nic powiedzieć.Mimo tego,widzi jak mama teraz wygląda a jak wyglądała wcześniejNA dzień dzisiejszy przekonała się do pasty Forever i Kidsów(dobre i to)A choruje na zatoki i to mocno,przy celiakii wiele się przyplątuje dodatkowych schorzeń jeśli nie ma suplementacji,odpowiedniej oczywiście..Wracając do wagi..
Nie będzie rosła oponka-w niej przecież gromadzą się wszelkie toksyny.Nie będzie efektu jojo jeśli za ,,odchudzanie”weźmiemy się mądrze. Na szczęście na mojej drodze stanął pewien gabinet z Sosnowca-było mi na rękę bo po prostu blisko, okazało się, że osoby prowadzące zajmują się również doborem suplementacji. Moja skóra wołała o pomstę i cała reszta organizmu też.Takie niedobory to naprawdę porażka. O dobrodziejstwie refleksoterapii pisałam wcześniej, bo na nią uczęszczam i do tego Małgorzata dobrała mi suplementację(nie mówię bierz od razu wszystko)-zaczęło się od takich rzeczy na jakie było mnie stać. Od zeszłego roku ,od września podstawą jest picie aloesu do tego wdrażałam dodatkowe produkty z Forever.W tej chwili jestem inną osobą.Nie tylko wizualnie,stan skóry i mojego zdrowia jest nieporównywalny..moja hemoglobina zaokrętowała na pułapie około 15.Nigdy nie miałam takich wyników.Wyniki przed Clean 9 i po udostępniałam.Zaczynałam z pułapu wieku biologicznego 64 lata ,po Clean 9 było to 52 .Mam nadzieję, że teraz może jeszcze mniej.Suplementuję siebie i rodzinę-o moim tacie i cukrzycy pisałam wcześniej.Chodzę na siłownię,jestem pełna energii ,jeżdżę na rowerze, wysokie obroty przez ¾ dnia …A wyglądam-widzieliście sami. Moja koleżanka ostatnio mnie spotkała a nie widziała mnie parę lat. Stwierdziła,że młodnieję w tempie niesamowitym…Tak się też czuję,nie mam obciążenia pół wieku
Dlatego nigdy ,gdy masz ochotę na nadmierną ilość słodyczy –nie jest to dobry objaw.Organizm pozostający w równowadze-nasycony witaminami i minerałami nie będzie wołał o krótkotrwałą przyjemność.Co za tym- będziecie zdrowi,w równowadze,bez kół ratunkowych (oponek),wasza cera będzie lśnić a Wasz lekarz będzie niepocieszony-bo stracił pacjenta,delikwenta ,który pracował na jego wczasy na Majorce .
Ten kult szczupłości…to tak nie do końca kult , ważna jest równowaga, harmonia organizmu i wsłuchanie się w siebie. Da się to zrobić ale przychodzi to z długim czasem…
Okiełznałam Helicobacter, wyciszyłam Candidę(wiecie,że nigdy się jej nie wyleczy tylko podleczy),teraz walczę z mięśniakiem-i jest co raz lepiej. Tak ,że dziewczyny 50-tka to super czas żeby coś zmienićOprócz zdrowia zmieniłam podejście do życia. Częściej jestem radosna,uśmiecham się .I cóż mam też dodatkową pracę,która sprawia mi ogromną przyjemność.Przyjemnością jest pomaganie innym-tak zagubionym zdrowotnie jak ja wcześniej.Forever tak naprawdę zmieniło mnie i moje życie-i to nie slogan reklamowy.
Opisałam tu pokrótce swoje doświadczenia, jeśli doczytaliście do końca będzie mi miło jeśli komuś to pomoże podjąć decyzję czy wybrać zdrowie?:)
Zdjęcia umieściłam w kolejności,1990 r,1992 r,1993r,2018r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz