Ten ostatni rok był bardzo bogaty w wiele wydarzeń, przełomowy pod wieloma
względami. Tych dobrych ale i nie
brakowało tych złych ,można powiedzieć ,że było ich więcej-złych ,które działy się wcześniej a znalazły swoją
kumulację w ostatnim roku.
Ileż pojawiło się dramatycznych sytuacji –było mnóstwo łez ,zranienia ,nerwów, załamania, podkopania
swojej własnej wartości . Dotyczyło to różnych aspektów życia-zawodowego i
prywatnego. Składamy się z sumy wielu doświadczeń ,tylko od nas zależy jakie
wyciągniemy z tego na przyszłość wnioski.
Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że
znajdę się w tym punkcie życia w którym
obecnie jestem-roześmiałabym mu się w twarz.
Czy nie masz takiego wrażenia, że w życiu spotykasz
kolejnych ludzi –po coś ,i to takich ludzi dzięki którym Twój świat przewraca
się do góry nogami-w tym pozytywnym słowa znaczeniu. Zaczynają dostrzegać Twoje
dobre strony ,podkreślają je na każdym kroku- dowartościowują i kładą nacisk na to aby Ci pokazać jak właściwie dobrym i
wartościowym jesteś człowiekiem.Ty sama tego nie dostrzegasz ,stłamszona i sprowadzona do nic niewartościowej stonki .
Nagle uświadamiasz sobie, że ci ,którzy chcieli ci dopiec i cię zniszczyć .......zostawiasz
ich za sobą głęboko w tyle.
Nagle pytania ,natłok myśli, które kłębiły ci się w głowie-
- -co oni ode mnie chcą,
- -czemu ciągle to spotyka mnie,
- -ciągle coś robię nie tak,
- -ciągle pokazują mi ,że na niczym się nie znam ,
- -ciągle mnie dołują- przekuwasz w zupełnie inne postrzeganie rzeczywistości.
Życie jest
łatwiejsze ,kiedy dostrzeżesz ,że to co
było wcześniej dla ciebie ,,złe” w tej
chwili jest twoim motorem do działania.
Każda
porażka jest solidną nauczką ,po każdym
ciosie nawet prosto w żołądek czy serca zaczynasz być co raz silniejsza i
podnosisz wysoko głowę.
Moja koleżanka ,która przeszła na przestrzeni lat wiele
nieprzyjemnych chwil ,ocknęła się i okazało się ,że to co było w jej życiu złe
przekuło się na wiele pozytywów. Pomimo męża alkoholika-skończyła studia, dostała dobrą
pracę, w tej chwili to mocna kobieta z co raz większym poczuciem wartości. Choć
proces trwa i jeszcze długa droga przed
nią-ale podoba mi się, że dotarło do
niej ,że od życia coś jej się należy , że tamten człowiek nie zniszczył całkiem
jej poczucia wartości.
Pomyśl –czy tak naprawdę Ci co wyrządzili nam tak wiele
złych rzeczy nie przyczynili się do tego ,że patrzymy teraz na siebie
jako osobę ,mądrą a przede wszystkim silną. Ostatnio usłyszałam m inn. Od tej wspomnianej koleżanki-Ty jesteś silna, dasz radę, co sobie
zaplanujesz to zdziałasz. Kto jak nie Ty? Gdyby cały czas było tylko sielankowo
jakim byłabym człowiekiem dzisiaj ?Cofam się często pamięcią kiedy walczyłam o
zdrowie córki(trwało to 12 lat nim postawiono diagnozę)-jak ja dałam radę. Przecież
myślę sobie-jak ja nie osiwiałam wtedy i nie dostałam zawału albo nie wpadłam w depresję??Wyobraź sobie, że
masz córkę-ma 12 lat ,po twoich usilnych
zabiegach trafia w końcu do kliniki i przy jej łóżku słyszysz wstępną
diagnozę-Mukowiscydoza…Nikt się nie patyczkuje, nie ogląda się na ciebie ,jaką
masz gonitwę myśli i co czujesz….
Albo czy kiedykolwiek przeżyłaś śmierć swojego dziecka, maluszka
któremu udało się przeżyć raptem 3 dni? Nigdy nie będziesz w stanie sobie wyobrazić
co czuje wtedy matka .
A lekarz wzywa cię na salę porodową- informuje i zabiera się i odchodzi.
Zostawia cię samą-nieważne zemdlejesz, czy się dowleczesz do swojego łóżka, co
się z tobą dzieje w tym czasie…Dodam, że to nie są czasy doby telefonów
komórkowych,kiedy mogłaś zadzwonić do rodziny o wsparcie .
To się działo około 28 lat temu…Jak dałam radę..
Mówią, że co cię
nie zabije to cię wzmocni .
Jak najbardziej prawda-tylko to wszystko w nas
narasta, miesiącami, latami i to od nas zależy co z tym doświadczeniem zrobimy.
Właściwie dziś mogę powiedzieć, że jestem pogodzona ze
sobą-trochę to trwało ,około 50 lat. Otwierają się nowe możliwości.
Na dziś
mogę podziękować tym ,którzy mnie dołowali, obrzucali brudnym błotem, pseudo przyjaciółkom –dzięki wam
jestem tu i teraz i taka właśnie dzisiejsza JA.
Fajnie ,że są
najbliżsi-to jest bezdyskusyjne ale ta lista osób życzliwych rośnie i ciągle się
aktualizuje. Przez ostatni rok poznałam małżeństwo zajmujące się m inn. refleksoterapią. Ludzie mający wszechstronne zajęcia i zainteresowania ale przede
wszystkim szanujący siebie nawzajem i
swoich klientów-pacjentów jakkolwiek tego nie nazwać.
Czy macie pojęcie ile
godzin! Potrafimy przegadać –o wszystkim-o życiu, pracy, pogodzie ,przyjaźni, o
działalności w ,,aloesie”, o seksie
,miłości, ot rudzie dnia codziennego .Takie osoby które bezinteresownie dzwonią
lub piszą i pytają jak Ci mija dzień ?Mąż ,rodzina jak najbardziej .
Mąż cały
tydzień jest za granicą w związku z tym tak naprawdę mamy tylko weekendy dla
siebie . Czasem można się pogubić w tej rutynie ale ważne aby mimo wszystko być
ciągle razem. Nauczyć się żyć jakby na nowo –mąż za granicą ,córka już się
wyprowadziła ale w tym wszystkim warto
zachować równowagę. Na początku było mi bardzo ciężko i być może moja
frustracja odbijała się na najbliższych, nie umiałam sobie poukładać tego wszystkiego .
Teraz –ten przełomowy rok
dał mi siłę i motywację do działania i kolejnych wyzwań. Zaczynam sięgać po
rzeczy ,które mnie interesowały od zawsze i realizować swoje pasje. Dało mi to podjęcie współpracy z Forever ( a przede
wszystkim ludzie ,których tu spotkałam),otworzyło oczy i pokazało, że ja też mogę a co najważniejsze
chcę. .Osoby mi najbliższe mają ogromną wiedzę
i dają taką ilość ciepła ,motywacji do działania ,służą pomocą w
rozwiązywaniu problemów ,wspierają działania. Czy macie takie osoby wokół
siebie ,które bezwarunkowo w Was zainwestują swój czas i przyjaźń?
Jeśli jesteś kobietą
,która trochę się pogubiła i szuka swojej drogi…niekoniecznie musi to być
Forever –może te kilka zdań napisanych pokaże ,że życie się nie kończy na
50-tce,że marzenia należy spełniać, że Ty możesz -tylko trzeba tego zapalnika
odpalającego lont. Jesteśmy sumą doświadczeń a tylko od nas zależy co z tą
wiedzą zrobimy. Miłej słonecznej niedzieli.


Ci którzy nas nie lubią, najczęściej albo nas nie rozumieją, albo się nas boją. Nie ma sensu przejmować się ich rozterkami. Lepiej skupić się na bliskich, przyjaciołach i sobie. Będziemy zdrowsi psychicznie. Takie jest moje odczucie... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń